Siedzę sam cztery ściany butelka na stole
+
Sobotni wieczór znów przegrywam z demonem
+
Ręce drżą serce wali jak młot mam dość
+
Ile można jeszcze znosić ten lot
+
Tonę powoli dzień po dniu
+
W oczach pustka na ustach gniew i ból
+
Chciałem być silny udawałem twardego
+
A w środku dzieciak co boi się samego siebie
+
Krzyczę w ciszy chcę się stąd wyrwać
+
Zbyt wiele nocy skończyło się w ukryciach
+
Pragnę wolności bardziej niż snu
+
Nie chcę się budzić z kacem zamiast snu
+
Łańcuchy wciągają trzymają mnie w dole
+
A ja wciąż marzę żeby przerwać ten pożar
+
Chcę oddechu chcę dnia bez strachu
+
Chcę spojrzeć w lustro i zobaczyć siebie naprawdę
+
Jeszcze we mnie iskra płonie
+
Choć tyle razy kładłem się w mroku
+
To nie koniec muszę wstać
+
Nie dam się pożreć własnym demonom
+
Pozwól mi żyć ja nie chcę już tonąć
+
Za dużo nocy zmarnowałem w samotność
+
Tysiąc razy upadłem lecz wstaję
+
To moja wojna ja jej nie przegram nie
+
Nie zatrzyma mnie mrok wybieram światło
+
Choć pali każdy krok idę dalej twardo
+
Nie ucieknę nie poddam się znowu
+
Bo ja potrafię żyć potrafię żyć na nowo
+

